sobota, 16 maja 2026

Dalsze zwiedzanie Innsbrucka - no przecież miało padać

Moja popsuta noga już miała się lepiej ale chyba jeszcze nie odważyłabym się iść samotnie w góry, a do tego wszystkie prognozy krzyczały z wszelakich ekranów, że będzie deszcz i pioruny walić będą z lewa i z prawa. Tyle, że nie spadła ani kropla deszczu, a temperatura sięgała 34 stopni, ałć. No to zwiedzanko rozpoczęłam od zamku Hofburg. Zamek jest wielki i ma potężny dziedziniec, budowla też jest przepruta przejściami łączącymi zamek z główną częścią starówki. Bilet jak wszystko w Innsbrucku jest drogi ale moim zdaniem warto. Do zwiedzania są potężne dwa piętra i przyznaję, że spędziłam tam sporo czasu. Pierwsze piętro trochę mnie rozczarowało gdyż pełne jest różnej maści reprodukcji, oczywiście to nie znaczy, że jest źle zrobione co to, to nie. Z pomysłem z przeróżnymi wstawkami multimedialnymi i zabawkami takimi jak miecz ćwiczebny z drewna ale odpowiednio wyważony i zakończony żaróweczką, żeby się pobawić i zobaczyć gdzie by się trafiło - to wskazuje światełko, albo można usiąść na drewnianego konia przyłożyć głowę do przyłbicy i zobaczyć jakie mieli pole widzenia rycerze podczas turnieju. (Niestety jest kategoryczny zakaz robienia zdjęć.) Jest też o życiu w średniowieczu i renesansie, zainteresowaniach Maksymiliana I i tak dalej. Natomiast 2 piętro zwala z nóg szczególnie sala wielka. I w ogóle cała ekspozycja od podłogi przez sufity i żyrandole, piece kaflowe. Kolekcja portretów, komnaty cesarzowej Sisi, wszystko sprawiło, że czas przeznaczony na zwiedzanie tego muzeum znacznie się wydłużył. Dobrze też zorganizowane jest "zwiedzanie sufitów", a mianowicie na podłodze stoją liczne lustra, którymi można manewrować i oglądać sobie odbicie sufitów i szyja nie boli. Do zamku przyklejony jest kościół Hofburg, do którego przyklejone jest kolejne muzeum. Postanowiłam zwiedzić jedno i drugie i dostałam bilet, który można wykorzystać w ciągu roku i wejść do innych jeszcze miejsc w cenie tego biletu. Dodatkowo po okazaniu biletu, poświadczającego, wejście do zamku dostałam 20% zniżkę. Tutaj wtrącę, że Austria jest droga, a nawet bardzo droga, natomiast nauczyłam się jednego: nie przeliczać, bo to powoduje jedynie frustrację, nic więcej. W kościele wrażenie robią potężne rzeźby z brązu i symboliczny nagrobek Maksymiliana I. Natomiast muzeum jakby etnograficzne w swej stałej ekspozycji również bardzo mi się podobało i również spędziłam tam masę czasu. Szczerze mówiąc miałam już serdecznie dosyć zwiedzania i miałam ochotę posiedzieć sobie w parku na ławeczce ale większość muzeów w Innsbrucku, czynne jest do 17, zatem nie miałam wiele czasu, a postanowiłam skorzystać z ów rocznego biletu i przespacerowałam się do budynku arsenału, czy też zbrojowni, jest tam hmmm jakby to nazwać... jest tam wszystko i nic od czasów najdawniejszych po współczesne, jest o historii wspinaczki i nazizmie. Wystawa czasowa to wystawa odbiorników przeróżnych poczynając od jednego z pierwszych telegrafów.  Byłam jedynym zwiedzającym to muzeum, cóż być może ludzie nie wiedzą, po co mają pójść do Muzeum w Zbrojowni...

Już na dosłownie oparach powlokłam się do centrum, przeszłam sobie absolutnie piękną częścią miasta, pełną willi i kamienic w łagodnych pastelowych kolorach. Sama przyjemność :)














































Zdjęcia wrzuciły się na chybił trafił jak zwykle.

piątek, 4 lipca 2025

Dzień drugi i popsuta noga

Już dzień wcześniej stwierdziłam, że popsuła mi się prawa stopa, a dokładnie kostka. Tak to bywa z nią od lat. Bolało jak diabli, sama nie wiem dokładnie czemu, raczej jej nie przeforsowałam, bo i nie było czym. Może spiesząc się nadto, na żwirku postawiłam ją jakoś niefortunnie. No nic, nie ważny powód, ważne, że boli. Nie sprawdziła się prognoza i mogłam na pełnym luzie iść dzisiaj w góry. Dzień zapowiadał się przepięknie. No więc wymusiło to niejako spędzenie dnia bardzo powolnego i rekreacyjnego. Powlokłam się ja i moja noga w stronę Bergisel. Po drodze zahaczyłam o dwa bardzo ładne kościoły (to te, które widać w kadrach reporterskich podczas skoków narciarskich). Na jednym wisiała ogromna polska flaga, prawdopodobnie z powodu Jana Pawła II, który podniósł rangę kościoła do bazyliki (choć może istnieć jeszcze inny powód, o którym nie wiem). Podobno rzymscy legioniści mieli tu czcić obraz Matki Bożej. Drugi klasztor i kościół premonstratensów (nazwa zupełnie mi była nieznana) czyli norbertanów położony na starej rzymskiej osadzie, również robi niesamowite wrażenie.

 

















Do Bergisel można dojechać autobusem, ale ja i moja noga postanowiłyśmy przejść się sympatyczną, wiodącą dość ostro pod górę, parkową ścieżką. U góry też jest bardzo ładny park, można podziwiać panoramę i zwiedzić muzeum (było zamknięte, może jeszcze tu wrócę). Sama skocznia jest dość mocno obudowana, zaraz przy wejściu jest kasa i jakoś nie miałam ochoty płacić za to wejście. Zeszłam zatem i udałam się do mijanego przeze mnie muzeum dzwonów, które serdecznie polecam. No ubawiłam się w nim przednio, a dodatkowego smaczku dodaje fakt, że muzeum mieści się w odlewni, która działa od ponad 400 lat. Można wejść na halę produkcyjną i przyjrzeć się jak wygląda piec odlewniczy. Miałam okazję zobaczyć trzy piękne stare dzwony, które właśnie przyjechały z Francji do renowacji. No oglądać, ale także stukać i pukać w różnego typu dzwonki. Było super. 
















 

Po zrobieniu bardzo drobnych zakupów wdepnęłam do domu, żeby coś zjeść po czym usnęłam jak niemowlę i tak sobie spałam (ja i moja noga) przez ponad półtorej godziny. Dzielnie zwlokłam się z łóżka i poszłam w drugą stronę, stronę już mi znaną (wszak dzień wcześniej przebiegłam tam dwa razy). I tak do wieczora spacerowałam robiłam zdjęcia wchodziłam do kościołów, podziwiałam zabudowę, To jest naprawdę piękne miasteczko, czyste i zadbane. Na koniec postanowiłam wejść na jedną z wież i popatrzeć sobie na miasteczko z góry. Nie, nie było windy ale ja i moja noga byłyśmy bardzo dzielne.




















Tak, to wieżyczka schodowa :)



 Ps. Zdjęcia powklejały się na chybił trafił


Dalsze zwiedzanie Innsbrucka - no przecież miało padać

Moja popsuta noga już miała się lepiej ale chyba jeszcze nie odważyłabym się iść samotnie w góry, a do tego wszystkie prognozy krzyczały z w...