Po drodze do domu miała być jeszcze wielka wyprawa na Grossglocknera. Nie wyszło. I wcale nie było mi z tego powodu bardzo przykro, bo mam wrażenie, że mój wspaniały mąż stanowczo zbyt wysoko ocenia moją kondycję i możliwości techniczne. Ostatecznie jednak nie to było problemem, a ogromne ilości śniegu i prognozy zapowiadające kolejne opady. Zdrowy rozsądek wziął górę, więc pojechaliśmy do Parku Narodowego Wysokich Taurów zobaczyć najwyższe wodospady Europy — przynajmniej według niektórych.
I było… przepięknie. Ludzi sporo, ale trudno się dziwić — to bardzo popularna atrakcja. Szlak nie jest wymagający, więc właściwie każdy może tam wejść, i bardzo dobrze. Zrobiliśmy pierdylion zdjęć, a cała wyprawa trwała dłużej, niż się spodziewaliśmy, choć nigdzie nam się nie spieszyło. Polecam, jeśli będziecie w okolicy, a pogoda na Grossglocknerze akurat nie dopisze.

















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz