Wczoraj poszerzyliśmy spektrum naszych doznań smakowych o kolejne owoce. Na pierwszy ogień poszło meksykańskie mango. Do tej pory mango jedliśmy głównie z puszki. Piękny kolor, wpaniały zapach, świetny smak i ogromna pestka. To tak w skrócie. Mango zajęło w rywalizacji pierwsze miejsce na owocowym podium. Drugie miejsce dla dragon fruit, czyli pitaji. Owoc o imponującym wyglądzie (mężowi przypomina jajko smoka, nie wiem ile takich widział), nie pachnie, smaku prawie nie ma, lekko słodkawy. W środku wygląda trochę jak białe przerośnięte kiwi z mnóstwem pestek. Je się go schłodzonego lub jako dodatek do lodów. My zjedliśmy nieschłodzonego bez lodów. Trzecie miejsce dla cukrowego jabłka. Podobno ma smak nieziemski, ale dla nas był ziemski, a raczej zalatywał mieszaniną imbiru i marchewki. Szału nie ma. Być może kupiłam nie do końca dojrzały.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dragon fruit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dragon fruit. Pokaż wszystkie posty
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Pekin i pora do domu
Rankiem wyruszyliśmy na tutejszą stację. Wyjechaliśmy wcześnie, choć nie tak wcześnie jak w Szanghaju. Chyba oswoiliśmy się już z tutejszym ...
-
Przygoda rozpoczęła się, jak już wcześniej napisałam, z drobnym poślizgiem. Spóźnienie na pociąg do Warszawy poskutkowało chwilą stresu. Do ...
-
Kolejna przygoda przez duże PRZY to wyprawa do Chin. Mam uczucia co najmniej mieszane ;) ale co tam. Nie wiem czy będę miała dostęp ale jeśl...
-
Pierwszy challenge zaliczony, czyli śniadanie. Było mnóstwo typowo chińskich potraw, ale znalazły się też bardziej europejskie propozycje, t...




